GPS dla psa?

Kiedy Kamaro był małym szczeniakiem bardzo często uciekał (średnio raz w tygodniu). Wystarczyło nie domknąć furtki bądź bramy, a on już znajdował się poza posesją i dawał dyla. Pilnowaliśmy go w miarę możliwości, lecz i tak znajdował jakiś sposób na samotną wędrówkę po osiedlowych uliczkach. Po kilku razach zauważyliśmy, że prześlizguje się pod ogrodzeniem do sąsiada, a stamtąd łatwo wydostawał się na wolność. Zmuszeni byliśmy obniżyć ogrodznie i to podziałało ale gdy tylko nadarzyła się okazja, szedł w długą. Całe szczęście, że miał adresówkę i dzięki niej ludzie informowali nas o znalezieniu psa. Za każdym razem kiedy uciekał bałam się, że go nie znajdę, a serce waliło mi jak oszalełe. Przecież mógł wpaść pod samochód albo ktoś nie chciałby go oddać. Różni są ludzie. Kiedyś podczas jednych z poszukiwań, zaczepiliśmy pewnego pana pytając, czy nie widział naszego psa, o on na to: „To ten, którego ostatnio znalazła moja żona?” – było nam wstyd, co sobie ludzie pomyślą. Ale wkrótce Kamaro by już znany na osiedlu jako mały labrador, który ze wszystkimi się bawi.

Często zastanawialiśmy się dlaczego ucieka i co możemy zrobić, aby temu zapobiec. Mówiono nam, że młode psy tak mają (do roku) i że biegną za zapachami i innymi psami, ale ileż można? Znaleźliśmy na internecie lokalizator GPS dla psa i postanowiliśmy spróbować tego wynalazku. Ceny były różne i zależały od wielkości, funkcji i estetyki urządzenia. Wybraliśmy takie za 250zł firmy Tristar (w miarę niewielkie) z nadzieją, że szybko i skutecznie pomoże odnalezieźć uciekiniera. GPS działał dzięki umieszczonej wewnątrz karcie SIM. Urządzenie miało współgrać ze smartfonem, na którym ustawiało się różne opcje takie jak lokalizacja psa w danym momencie czy komunikat w przypadku wyjścia pupila poza ustalony i zaznaczony teren. Było także wodoodporne, co w przypadku naszego czworonoga miało ogromne znaczenie. Niestety nie działał tak jak powinien. Nie łączył się ze smartfonem (mimo dogłębnej i dokładnej analizie instrukcji), więc wszystkie możliwe opcje nie miały szans zostać wykorzystane. Jedyne co dało się zrobić to zadzwonić pod nr karty i otrzymywaliśmy SMSa z linkiem do mapki i miejscem, w którym może być pies. Wszystko fajnie, ale było to możliwe tylko w pogodny dzień, a gdy niebo było zachmurzone, urządzenie nie spełniało swojej funkcji. Sama nie wiem czy trafiliśmy na wadliwy egzemplarz, czy też nie ale uważam, że to nie był dobry zakup (zwłaszcza za taką cenę). Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że po założeniu psu lokalizatora, ten uciekł tylko raz i więcej mu się to nie zdarzyło. Obecnie GPS leży w szufladzie, a Kamaro ma nową obróżkę z wyhaftowanym nr telefonu (firmy dogspeed), bowiem grawer na adresówce szybko przestał być czytelny.

Jeżeli również macie problem z małym uciekinierem, zaopatrzcie się w taką obrożę i poczekajcie, aż pies skończy rok. Bo rzeczywiście po tym okresie, psiak trochę mądrzeje i samotne spacery nie sprawiają mu już takiej frajdy. Teraz, kiedy mój labek dojrzał, brama może być otwarta a on nie ucieka. Wychodzi jedynie obsikać sąsiednie płotki i bez problemu wraca do domu. Nawet na spacerze spuszczam go ze smyczy (oczywiście w bezpiecznym miejscu) aby się wyszalał. Zawsze istnieje ryzyko, że pies zechce się od nas zbytnio oddalić i będzie głuchy na nasze wołanie, lecz co to za życie na wiecznej uwięzi… Jeśli ufasz swojemu psu, pozwól mu czasami na odrobinę szaleństwa. A jeżeli trzymasz go pod kloszem wiedz, że nie będzie on szczęśliwy. Gorąco polecam zajrzeć na grupę na facebooku Psie Spacery - Zagłębie, gdzie wasz czworonóg się wyszaleje i na pewno nie zwieje.